wtorek, 31 sierpnia 2010

DARK SUN - Rozdział 7

Zgodnie z życzeniem autora oświadczam, że to tłumaczenie jest nieoficjalne i niezatwierdzone przez autora i polskiego wydawcę.


.....7.KRZAKI

....

.... George powoli zamknął drzwi do sypialni swojej mamy. Czuł się trochę pijany i lekko zataczając się, wrócił do swojego pokoju. Dochodziła dziesiąta i na dworze było już prawie ciemno, ale cały czas panował nieznośny upał, więc wszyscy chłopcy byli porozbierani do spodenek.
– Śpi jak niemowlę – powiedział ze śmiechem, wchodząc do pokoju.
.... Pokój śmierdział głównie pizzą, ale były tam też zapaszki piwa i potu. Podłoga była cała zaśmiecona okruszkami i pudełkami po pizzy, a do tego jeszcze, Zhang stanął na łóżku i przykleił do sufitu kromkę chleba czosnkowego z serem.
– Jeszcze piwa? - zapytał Greg, wyciągając puszkę z plecaka.
– Ja chętnie – odparł Zhang, lekko bełkocząc.
.... Przed podaniem mu puszki, Greg obrócił ją, sprawdzając, czy na dnie jest niewielki, niebieski znak: kupili szesnaście identycznych puszek piwa, ale ich zawartość została zmieniona przez techników CHERUBA.
.... Te z niebieskim znakiem były przeznaczone dla George'a i Zhanga i zawierały normalne piwo z dodatkiem mocnego środka usypiającego. Piwo z nieoznaczonych puszek zostało usunięte i zastąpione bezalkoholowym. Jeżeli plan wypali, George i Zhang upiją się i stracą przytomność, podczas gdy agenci CHERUBA pozostaną całkowicie trzeźwi.
– Patrzcie na to, ślicznotki – krzyknął George wesoło, otwierając szeroko okno i wchodząc na parapet.
.... Greg i Andy patrzyli z przerażeniem, jak George rzuca się przez okno z pierwszego piętra. Mieli mieć pod kontrolą zachowanie George'a i Zhanga pod wpływem alkoholu. Całą ich misję można by spuścić w klozecie, gdyby któryś z nich wylądował na izbie przyjęć.
.... Gdy Greg i Andy wychylili się przez okno, usłyszeli trzeszczenie gałęzi i tryumfalny okrzyk George'a. Chłopak śmiał się głośno, gramoląc się z gęstego żywopłotu.
– Zawsze chciałem tego spróbować – krzykął George, spadając plecami na trawnik, wyjąc ze śniechu i uderzając się pięściami w klatkę piersiową – Dużo piwa dać jaskiniowiec George odwaga.
.... Teraz dopiero Greg zauważył, że żywopłot jest olbrzymi i skok na niego z pierwszego piętra to niecałe dwa metry.
– No co jest, cipki – krzyknął George – to jest świetne!
.... Andy wskazał na bandaż opasujący jego pierś:
– Nie chcę tego rozerwać.
.... Greg nie miał tego problemu i skoczył, głową w dół, na ogromny żywopłot. Liście i gałęzie były szorstkie i kujące, ale cała frajda polegała na tym, żeby gęste krzaki oplotły cię całego i wtedy próbować się z nich wyplątać.
.... Greg pił tylko piwo bezalkoholowe, ale musiał zachowywać się jak pijany, więc dziko wyjąc, stoczył się na trawnik. Zhang nie był zbyt pewny siebie, wdrapując się na parapet.
– Dawaj, skacz grubasie – zawołał drwiąco George.
.... Greg i George zaśmiewali się, gdy Zhang wyleciał z okna. Na początku wyglądało to tak jak przy dwóch pierwszych chłopcach, ale ciężar Zhanga wepchnął go głębiej w żywopłot i nagle dało się słyszeć głośny trzask łamanego drzewa, gdy złamała się jedna z głównych łodyg podtrzymujących żywopłot.
– AAAACH! - Krzyknął Zhang.
.... Zatrzymał się z nogami w górze na stercie połamanych gałęzi żywopłotu.
.... Zhang nie był ranny i Greg śmiał się głośno, pomagając mu wstać. George natomiast przeraził się stanem żywopłotu.
– O rany, ojciec mnie zabije – wyjęczał.
.... Greg złapał największy odłamany kawałek gałęzi i umieścił go pomiędzy nienaruszonymi częściami.
– Wygląda jak nowy – zachichotał.
– To wcale nie jest śmieszne, chłopaki – lamentował George, kucając i zbierając liście i połamane gałęzie z trawnika.
.... Nagle w ogrodzie na posesji obok zapaliła się latarka i kobiecy głos dobiegł ich zza ogrodzenia.
– Co, do diabła, się tu dzieję?
– Pani Hampstead – wydyszał George i zaczął uciekać za budynek.
– Wracaj do środka wścibski, stary nietoperzu – krzyknął Zhang.
– To jest matka chrzestna Sophie, praktycznie rodzina – szepnął George, dając kuksańca Zhangowi. Spojrzał w górę w okno swojej sypialni. - Andy zejdź na dół i otwórz nam drzwi frontowe, zanim ona zacznie świecić tą latarką przez płot.
.... Andy uśmiechnął się zamyślony przez okno:
– No, może mógłbym to zrobić – zachichotał.
.... Andy śmiał się, widząc jak pozostała trójka gramoli się przez podjazd, wyjąc, gdy kawałki żwiru wbijały im się w bose stopy. Gdy wreszcie dotarli do środka, George spojrzał nerwowo na piętro, był niemal pewien, że te wszystkie hałasy, musiały obudzić jego mamę.
.... Chłopcy nie mogli powstrzymać chichotu, pędząc schodami na górę. Nagle Zhang podniósł rękę do ust, próbując powstrzymać potężne ziewnięcie.
– O rany, nagle poczułem się wykończony – poskarżył się, wchodząc do pokoju i waląc się na łóżko.
– Wiem, co czujesz – zgodził się George, ziewając – od tego piwa rozbolała mnie głowa.
– Nie umiecie pić – stwierdził Greg, patrząc na zegarek. Była dziesiąta piętnaście. Minęło półtorej godziny, od kiedy George i Zhang wypili pierwsze łyki zmodyfikowanego piwa i środek nasenny zaczął działać zgodnie z planem.
– Jeszcze nawet nie zaczęliśmy grać w Virtua Tennis – powiedział Andy. George osunął się na wielką skórzaną poduchę. - Co jest chłopaki, poddajecie się?
.... Zhang miał zamknięte oczy, a George machał ręką przed swoją twarzą.
– Zacznijcie beze mnie. Potrzebuję kilku minut odpoczynku.
.... Greg włożył grę do konsoli, ściszył dźwięk i wziął do ręki jeden z bezprzewodowych padów. Agenci CHERUBA grali, zbytnio się nie wysilając. Andy wygrał pierwszego seta w tiebreak'u, ale nie było przy tym ani protestów, ani świętowania.
.... Zamiast tego, Andy pochylił się nad łóżkiem i uszczypnął Zhanga w policzek. W tym czasie Greg podczołgał się do George'a i pociągnął mocno za jego wielki paluch u nogi.
– Śpią jak zabici. - Powiedział Greg. - Bierz zestaw.
.... Andy otworzył kieszeń plecaka i wyciągnął plastikowe opakowanie. Wyglądało jak zwykły zestaw pisaków, ale w środku było dwanaście identycznych strzykawek z szybko działającym środkiem nasennym. Lek, który był w puszkach z piwem, działał niecałe dwie godziny i nie wiadomo było dokładnie, ile go wypili. George i Zhang musieli dostać zastrzyki z czymś mocniejszym, co zapewni, że się za wcześnie nie obudzą.
.... Nawet najbardziej delikatny zastrzyk może spowodować niewielkie zaczerwienienie i siniak, które byłyby widoczne na gołej skórze, tak więc Andy musiał zrobić zastrzyk w miejsce, które raczej trudno zobaczyć.
– Pokaż mi swój zadek. – Zaśmiał się Andy.
.... Greg przeturlał Zhanga na brzuch i ściągnął mu bokserki z tyłka.
– Wielki – zaśmiał się. Nagle przestał się śmiać i odwrócił się z obrzydzeniem. - O rany, ma nartę w gaciach.
.... Andy wstrzymał oddech, gdy podniósł pośladek Zhanga i przetarł kawałek skóry sterylnym wacikiem. Następnie wbił igłę w miejsce, gdzie obwisły tyłek łączył się z udem.
.... Po zaaplikowaniu Zhangowi wystarczającej ilości środka nasennego, żeby go utrzymać w nieprzytomności przez następne sześć godzin, Greg podciągnął mu spodenki i przetoczył z powrotem na plecy. George ważył połowę tego, co Zhang i mył się dwa razy częściej, więc przetoczenie go na plecy i zrobienie zastrzyku w pośladek, gdy leżał płasko na podłodze, było o wiele przyjemniejszym doznaniem.
.... Greg wsunął poduszkę pod głowę George'a i spojrzał z niepokojem na Andy'ego:
– Dwójka załatwiona. Zostało nam jeszcze jedno.
– Tak, i to najtrudniejsze. - Zgodził się Andy. Wyjął z plecaka zielony cylinder i maskę gazową i wyszedł za Gregiem na korytarz.
.... Dr Lydon najprawdopodobniej spała, ale nie została uśpiona tak jak chłopcy i mogła się obudzić, zanim Andy zdołałby się zbliżyć z igłą na tyle blisko, żeby wbić ją w jej pupę. Musiała zostać uśpiona w dwufazowym procesie, w którym miał wziąć udział silny gaz usypiający.
.... Greg podszedł pierwszy, cicho otworzył drzwi do sypialni i wszedł do ciemnego pokoju. Gdyby Dr Lydon nie spała, udałby, że pomylił drzwi do toalety, ale po podwójnym dyżurze w szpitalu, pani doktor była nieobecna dla świata.
– Czysto – powiedział, wychodząc.
.... Andy zaciągnął paski maski gazowej z tyłu głowy i wszedł do pokoju z pojemnikiem gazu w ręce. Wycelował dyszę wylotową w sufit nad małżeńskim łożem i nacisnął przycisk, uwalniając delikatną mgiełkę. Zrobione, Andy wyszedł z pokoju, szybko zamykając za sobą drzwi.
– Zaczekamy cztery minuty, aż gaz przestanie działać – powiedział Greg, patrząc na swój zegarek, gdy tymczasem Andy ściągnął maskę i schował ją z powrotem do plecaka razem z pojemnikiem na gaz.
.... Po niespokojnym oczekiwaniu, w kucki, na korytarzu, Andy wparował głośno do pokoju, zapalił światło i rzucił się na łóżko. Była to rozmyślna taktyka. Gdyby z jakiegoś powodu gaz nie zadziałał, zostałby skrzyczany, za obudzenie mamy George'a, ale ona sama nie miałaby powodu sądzić, że było to coś więcej niż to, że rozgorączkowany dzieciak wbiegł do nie tego pokoju.
.... Z wielu powodów był to najbardziej newralgiczny punkt całej operacji i Andy odetchnął z ulgą, widząc, że leży na nogach Dr Lydon, materac jeszcze się buja, ale jej ciało jest całkowicie bezwładne.
– Daj mi strzykawkę – zakrzyknął Andy, ściągając kołdrę.
.... Chłopcy byli nieco wystraszeni, gdy pościel wylądowała na podłodze. Obaj przeszli szkolenie CHERUBA i byli zdolni do nadzwyczajnych wyczynów, ale szokował ich widok matki ich kolegi, rozciągniętej na łóżku, nagiej i nieprzytomnej wprost przed nimi.
– Czuję się, normalnie, jak zboczeniec – wyznał Greg, przewracając Dr Lydon twarzą do łóżka.
– Zrób parę fotek telefonem. - Zaśmiał się Andy. - To dopiero przerazi małego George'a, gdy się obudzi.
– Bądź poważny – powiedział Greg, parskając śmiechem. Oczyścił jej skórę wacikiem, a Andy wbił jej igłę w tylną część uda.
.... Greg zarzucił kołdrę z powrotem, na panią doktor i wyszedł za Andy'm na korytarz. Andy właśnie wybierał numer kontrolera misji.
– John – powiedział Andy wesoło – Faza Pierwsza za nami. Wszyscy uśpieni, a my idziemy do gabinetu Kurta Lydona.

Kontakt

Jeśli czegos nie wiecie, macie jakiś problem, coś was gryzie... napiszcie na pewno wam pomogę:)

Proszę przysyłać także uwagi spróbuję wszystko poprawić:)

Wszelkie newsy o których jeszcze nikt nie wie też możecie przysyłać:)

e-mail: jassaww@gmail.com

Dziękuję!