wtorek, 13 kwietnia 2010

AMATORSKIE OPOWIADANIE JEDNEGO Z FANÓW CHERUBA

Rozdział I
Ofiara




Paweł Łysicki uważał, że przerwy w szkole są zbędne. Zazwyczaj suma przerw między lekcjami wynosiła około godziny, co według Pawła, było całkowitą stratą czasu. O wiele bardziej wolałby siedzieć o godzinę krócej w szkole, niż spędzać całe przerwy opierając się o parapet, grając na komórce w Snake` a i wysłuchiwać obelg pod swoim adresem rzucanych przez szkolną bandę dresiarzy, do których Paweł, pragnął przynależeć. Chłopcy wyśmiewali go za każdym razem, gdy Paweł spróbował do nich zagadnąć. Nie opuszczając również okazji, aby uderzyć go w twarz i obrabować go z pieniędzy, które na nieszczęście prawie zawsze nosił przy sobie. Paweł nie śmiał się im przeciwstawić. Wprawdzie chłopak umiał się bić, ale z siedmioosobową grupą, zaopatrzonych w noże dresiarzy nie miał szans. Dałby rade najwyżej jednemu z nich, który w najlepszym przypadku zapomniałby wziąć z domu noża.
Wielokrotne próby dołączenia do gangu kończyły się porażką. Dzisiaj miało być inaczej. Robert, lider ekipy napisał kilka dni temu do Pawła sms-a, w którym poinformował go, że za trzy dni, w szkole, w czwartek na półgodzinnej przerwie Paweł dostanie szansę na dołączenie do gangu. Chłopak długo myślał, co mogli wymyślić dla niego dresiarze. Po wielu myślach, wpadających i wypadających z jego mózgu doszedł do wniosku, że będzie się musiał zmierzyć z jednym z siedmiu bezlitosnych dresów. Nie mógł jednak zrozumieć, dlaczego miało to się odbyć w szkole.
Przez te kilka dni Paweł zawzięcie się rozciągał, podnosił hantle, biegał i tarmosił worek treningowy.
Przygotowany do walki, przyszedł w czwartek do szkoły i niecierpliwie wyczekiwał półgodzinnej przerwy, która miała się rozpocząć dopiero po kolejnej nudnej lekcji. Lekcja ciągnęła się niemiłosiernie długo. W klasie panowała duchota, a nauczycielka nie pozwoliła otworzyć uczniom okien. Krople potu z czoła Pawła spadały mozolnie na zeszyt od biologii. Panna Szulik siedziała w kącie klasy przy swoim drewnianym obdrapanym biurku, popijając zimną coca – colę z automatu i skrobiąc piórem coś w dzienniku. Przygotowany do walki, przyszedł w czwartek do szkoły i niecierpliwie wyczekiwał półgodzinnej przerwy, która miała się rozpocząć dopiero po kolejnej nudnej lekcji. Lekcja ciągnęła się niemiłosiernie długo. W klasie panowała duchota, a nauczycielka nie pozwoliła otworzyć uczniom okien. Krople potu z czoła Pawła spadały mozolnie na zeszyt od biologii. Panna Szulik siedziała w kącie klasy przy swoim drewnianym obdrapanym biurku, popijając zimną coca – colę z automatu i skrobiąc piórem coś w dzienniku. Nie ruszało jej to, że trzy czwarte klasy leżało teraz na swoich ławkach nic nie robiąc.
Paweł spojrzał na zegarek i kolejna fala smutku przeszyła jego ciało, gdy uświadomił sobie, że do końca lekcji pozostało jeszcze piętnaście minut, które najprawdopodobniej miał spędzic na obgryzaniu ołówka, którym od czasu do czasu uzupełniał kilkoma kreskami swoje graffiti na ostatniej stronie zeszytu. Wiele osób poszło w jego ślady, najwyraźniej znudzone wykładami nauczycielki, która i tak dzisiaj rzadko się odzywała.
Paweł ze swojej półleżącej pozycji ledwo dostrzegał Łukasza, który był jednym z ludzi Roberta. Niski, ale dobrze zbudowany, ubrany w szerokie dresy i niebieską bluzę z kapturem chłopak dostrzegając spojrzenie Pawła szyderczo zachichotał i powrócił do pisania czegoś w zeszycie. Pawła ciarki przeszły na samą myśl o tym, że może właśnie z tym osiłkiem przyjdzie mu się za piętnaście minut bic. Pocieszało go to, że był na tyle mądry żeby pocwiczyc przed walką.
Minuty mijały niemiłosiernie długo, a myśli chłopaka stawały się coraz straszniejsze. Paweł usłyszał szuranie krzeseł na wyższym piętrze, co było oznaką kończenia sie lekcji. Na górze była podstawówka od pierwszej do trzeciej klasy, gdzie nauczyciele kazali dzieciom zawsze wcześniej spakowac się i ustawic w parach pod drzwiami. Paweł spojrzał na zegarek. Była dwunasta dziewięc, minuta pozostała do końca lekcji. Chłopak pospiesznie zgarnął książki do torby i usłyszał dźwięk dzwonka. Wprawdzie Robos, bo tak nazywali Roberta, powiedział Pawłowi, że sami go znajdą. Chłopak jednak nie mógł wytrzymać, więc pobiegł pod klasę Polskiego, gdzie miała odbyć się kolejna lekcja, rzucił plecak pod drzwi i popędził do toalety na drugim piętrze, które należało do podstawówki.
Toaleta była miejscem zbiórki gangu, ponieważ tam żaden nauczyciel z gimnazjum się nie zapuszczał i chłopcy czuli się tam bezpiecznie. Nie opuszczając również okazji, aby poznęcać się nad małymi dzieciakami od czasu do czasu zaglądającymi do toalety i mającymi nadzieję, że zastają ją pustą.
Paweł zatrzymał się przed drzwiami toalety, westchnął głęboko i wszedł. Odór środków dezynfekujących był jedynym zapachem jaki wypełniał pomieszczenie. Toaleta nie różniła się niczym szczególnym od innych. Zaraz przy drzwiach, na lewej ścianie wisiały dwie umywalki, a nad każdą małe lustro oprawione w białą ramkę. Na przeciwnej ścianie nisko wisiały trzy pisuary odgrodzone plastikowymi przegrodami a pomiędzy nimi pod oknem stały dwie kabiny, z których wydobywał się dym. Paweł domyślił się, że to jacyś kolesie z gangu siedzą i palą papierosy. Dopiero teraz jego nozdrza napełniły się obrzydliwym zapachem papierosów. Rozległ się huk otwieranych drzwi, w których stanął Robos, a za nimi dwóch dresów.
- Hoho – wysoki, napakowany, ubrany w szare dresy i czarną bluzę najki z kapturem chłopak zaśmiał się – widzę, że nasz mały przyszły bohater sam do nas przyszedł. - W tej samej chwili, drzwi sąsiedniej kabiny również się otwarły i wyszło z niej czterech gości. Paweł był pod wrażeniem, że tak wiele osób mogło zmieścić się w jednej kabinie.
Robos powoli podszedł do Pawła mówiąc:
- A prosiliśmy Cię o to ? – spytał i uderzył Pawła otwartą dłonią w twarz. Paweł nie spodziewał się takiego powitania, ale starał się nie okazać bólu jaki przeszył jego prawy policzek. Garstka dresów parsknęła śmiechem.
- Sorka. – spróbował załagodzić sytuację
- Nigdy nie rób niczego, gdy ja ci tego nie każe, kapujesz ?
- Jasne. – odpowiedział Paweł, czując się coraz bardziej niepewnie wśród siedmiu dresiarzy, którzy mogli go zadźgać nożami w ciągu kilku sekund.
- Hajs masz ?
- Jasne. – Paweł wyciągnął z kieszeni dresów pięćdziesiąt złotych i wręczył Robosowi.
- Jasne, jasne. A mamuśka nauczyła Cię jeszcze jakiegoś innego słowa ? – Kolejna fala śmiechu wypełniła pomieszczenie.
- Robos, czas leci, powiedz mu co ma zrobić i jazda – powiedział Łukasz stojący zaraz obok Roberta. Paweł na razie wolał się nie odzywać. Dostawanie co chwilę w twarz od Robosa nie było tym co by go fascynowało.
- Dobra, młody, idziesz na korytarz, czaisz czy jakiś bachor ma hajs albo telefon, spuścisz mu lanie, bierzesz łup i jesteś z nami.
- Przecież tam są nauczyciele … - zająknął się Paweł przerażony komendą Robosa.
- Spadaj. – rzucił krótko Łukasz.
- Co ?
- Jak wymiękasz to nie mamy o czym gadać, zwijaj się stąd.
- Nie… no, okej zrobię to. – odpowiedział Paweł.
Był tak blisko dostania się do gangu i zamierzał to wykorzystać. Chłopak pomyślał, że taki mały synek na pewno nie zaznał nigdy tyle cierpienia co Paweł, zadawanego przez gang i ojca.
Ojciec Pawła nazywał się Andrzej. Paweł go nienawidził. Chłopak był codziennie przez niego bity i wyzywany. Andrzej całe dnie spędzał na opróżnianiu butelek do dna z winem, wódką i innymi alkoholami.
Kiedyś dostał pracę, ale po czterech dniach został wyrzucony, gdy jeden z pracowników zauważył, że Andrzej jest pijany. Od tej pory mężczyzna zajmował się kradzieżą i sprzedawaniem złomu. Wszystkie pieniądze jakie miał, natychmiast wydawał na alkohol. Paweł wiele razy uciekał z domu, ale nie mając się gdzie podziać szybko wracał.
Matka chłopaka umarła pięć lat temu, gdy Paweł miał dziewięć lat. Nie uznał on tego za wielką stratę, bo była ona taka sama jak ojciec z wyjątkiem tego, że nie biła go tak często jak on.
Paweł śledzony wzrokiem dresów, wolnym krokiem przemierzał korytarz w poszukiwaniu nadzianego chłopca. Zauważył już takiego nie jednego, ale przed gangiem udawał, że wcale go nie widział i szukał dalej. Starał się znaleźć jakiegoś otyłego, żeby go mniej bolało i właśnie w tej chwili dostrzegł pod oknem potężnego drugoklasistę bawiącego się telefonem i pomaszerował chwiejnie w jego stronę.
- Dawaj telefon – warknął ostro łapiąc chłopaka za koszulkę. Chłopiec spojrzał na niego przerażony.
- Powiedziałem dawaj telefon !
- Ale… ale… - jąkał się chłopiec.
Paweł był zdesperowany. Wbił chłopakowi kolano w brzuch. Chłopiec nie dawał za wygraną i nie był chętny do oddania telefonu. Na nieszczęście zaczął wołać o pomoc. Paweł zatkał mu usta dłonią, walnął w czoło, wyrwał telefon i pobiegł w stronę toalety.
- Nie, to powinno się nie liczyć – powiedział jakiś dres, gdy znaleźli się w toalecie – uciekał jakby go stado lwów goniło.
- Daj spokój, Rudy – rzekł Łukasz – prawie wszystko zrobił dobrze.
- Do tego miał szczęście, że nie było nauczycieli.
- No to już jego sprawa. – powiedział Robos i wyciągnął rękę ku Pawłowi, który ją uścisnął. Dzisiaj przestanie być dręczony przez gang. Od dzisiaj będzie sławny i szanowany.

Rozdział II
Przypadek




Na kolejnej lekcji Paweł usiadł w ławce z Łukaszem. Oboje doszli do wniosku, że Sebastian, jeden z członków gangu, jest dużą kupą psiego łajna. Nowo nawiązane wiadomości przyniosły Pawłowi wiele korzyści. Jeszcze na trzydziesto minutowej przerwie zbluzgał jednego z drugoklasistów i nie spotkał się z jego odwetem, co dotychczas zdarzało mu się bardzo często.
Paweł był z siebie dumny. Był najmłodszym, którego gang przyjął w swoje progi, nie licząc Łukasza, który był kuzynem Robosa. Pozostałe lekcje Paweł spędził rozmawiając z Łukaszem i zbierając uwagi od nauczycieli, które ignorował. Przerwy przesiadywał w toalecie paląc papierosy i strasząc pobiciem małe dzieciaki.
Zapiszczał zegarek Pawła. Wybiła piętnasta i w tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Wszyscy zerwali się ze swoich miejsc i pospiesznie wyszli z klasy.
Morza uczniów szybko przelewały się z klas do piwnicy gdzie znajdowały się szatnie. Paweł przed boksem swojej szatni szybko zdjął halówki i założył trapery. Wpadł do szatni i prawie zerwał swoją kurtkę z wieszaka. Spieszył się. Ekipa miała pobić jednego z trzecioklasistów, który wyzywał Robosa w Internecie.
Zapach świeżego powietrza uderzył Pawła w nozdrza, gdy tylko otworzył drzwi wyjściowe szkoły. Chłopcy z gangu stali niedaleko sklepu monopolowego, który z łatwością można było dostrzec ze szczytu wysokich schodów na których stał Paweł z Łukaszem. Tylko ich brakowało przy budce. Pędem zbiegli ze schodów i zaczęli kierować się w stronę muru ozdobionego graffiti.
- Ruszajcie tyłki – zakrzyknął Robos
- W szatni był straszny tłok, ciężko było się wydostać… - zaczął się tłumaczyć Paweł po dotarciu pod mur.
- Zdaje się, że o czymś zapomnieliśmy – rzekł szorstko Robos patrząc się w stronę Pawła. Chłopak wolał nie myśleć o tym czego zapomniał lider gangu. Wbił oczy w swoje buty i udawał, że go to nie obchodzi.
- Łysicki, od teraz jesteś Łysy. To są: Łukasz czyli Luk, Mateusz czyli Rudy, Sebastian czyli Mały, Marcin czyli Wiśnia, Wojtek czyli Kapral i Damian czyli Wiewióra. Wyrecytował Robos wskazując kolejno napakowanych i w większości łysych czternasto i piętnastolatków. - Elo. – rzucił krótko Paweł
- A opłata ? – dorzucił Kapral
- Właśnie, Łysy, każdy z gangu płaci mi kasę na siłownię. Dycha za wejście. Jutro wybieramy się o jedenastej. – powiedział Robert.
- Przecież siłka jest za siedem złotych… - zaczął Paweł
- Każdy płaci dziesięć, ty też. Masz jakiś problem ? – spytał wyzywająco Robos.
- Ehh… - westchnął Paweł - Rozumiem. – powiedział i wyciągnął z kieszeni dziesięciozłotowy banknot. Robos wyrwał mu go z ręki.
- Chodziło mi, żebyś dał mi jutro, ale jeśli tak bardzo chcesz… – na twarzy lidera zagościł szyderczy uśmieszek.
- Dobra chłopaki, wiecie po co tu jesteśmy. Ziomek jest z trzeciej gimnazjum i za bardzo fikał na necie. Za chwilę powinien tędy iść. – powiedział Robos i poczęstował Pawła papierosem. Chłopak rzadko palił, ale teraz zanosiło się na częstsze psucie sobie płuc.
- Robię imprę we wtorek, kto wbija ? – spytał Wiewióra.
- Dzisiaj jest wtorek – zauważył Łukasz
- Za tydzień, palancie. – oburzył się dres.
Luk uderzył Wiewiórę w twarz.
- Za odzywki. – dodał krótko. Chłopak już zamachnął dłoń aby oddać Łukaszowi, ale wtedy Robos skoczył do niego i przycisnął do ściany:
- Uważaj co mówisz do mojego kuzyna – warknął i odszedł. Sytuacja się uspokoiła.
Paweł nie wiedział jak wygląda chłopak, który miał być ich ofiarą, więc w tłumie dzieciaków nie wiedział na kogo wskazuje Wiśnia mówiąc:
- To ten. – Paweł dopiero teraz dostrzegł niskiego chłopaka maszerującego w ich stronę.
- Kucnijcie – ktoś rzucił komendę, po której wszyscy wypełnili polecenie.
- Wygląda bardzo pewnie… - szepnął Paweł przyglądając się uważnie chłopakowi. Kilka sekund później chłopak był otoczony przez cały gang. Nie wyglądał na zaskoczonego. Paweł robił jako boczne ogniwo w pierścieniu. Chcąc zaimponować kolegom postanowił pierwszy rzucić się na chłopaka. Jednym ruchem masywnej nogi Paweł posłał wroga na ziemię, jednak chłopak błyskawicznie się podniósł i zrzucił torbę. Pozostali członkowie gangu dalej zataczali krąg i przyglądali się walce. Ktoś szarpnął Pawła za plecak. Paweł wiedział, że to któryś kumpel chce mu zdjąć plecak i bez oporu poluzował ramiona, aby ułatwić zdjęcie. Poczuł, że jego plecy nie są już takie ociężałe. Paweł odskoczył w bok i przyłożył z całej siły chłopakowi w żebra. Chybił i w tym samym momencie poczuł, że pięta trzecioklasisty wbija mu się w brzuch. Ból przeszył okolice żołądka. Nie poddając się zrobił kilka kroków w tył i skoczył na ofiarę uderzając ją prosto w twarz. Paweł spojrzał na swoją rękę i nos ofiary, strugi krwi z nosa chłopaka ciekły mu po ręce. Satysfakcja mieszała się z uczuciem bólu i strachu.
Paweł nie mógł się poddać. Upokorzył by się przed całym gangiem i na pewno nie zdołałby odzyskać szacunku u dresów. Co gorsza mogli go wyrzucić z gangu w każdym momencie. Tak naprawdę Paweł nie wiedział po co go przyjęli. Równie dobrze mogli tego nie robić.
Kolejna fala paraliżującego bólu przeszyła jego ciało gdy upadł na ziemię. Nie mógł dopuścić do tego, aby trzecioklasista na nim usiadł. Wykonując skomplikowane kombinację znów stanął na nogach.
Chłopak skoczył w kierunku Pawła. Problem w tym, jego już tam nie było. Paweł stał za trzecioklasistą. Z całej siły kopnął chłopaka w zgięcie nogi i tym samym posłał go na łopatki. Nie zwlekając ani chwili usiadł na nim okrakiem i zaczął uderzać pięścią po głowie.
- I co ? Co teraz zrobisz ? – pytał szyderczo, lecz poczuł się nie do końca pewnie gdy chłopak uśmiechnął się przez łzy. Poczuł, że ktoś pociąga go za koszulkę. Nie chciał się oglądać za siebie, aby nie dać żadnej szansy wrogowi. Robos złapał za rękę Pawła i wetknął mu coś żelaznego i zimnego do dłoni. Robos złapał za rękę Pawła i wetknął mu coś żelaznego i zimnego do dłoni. Chłopak nałożył kastet na nadgarstek zastanawiając się czy uderzyć przeciwnika.
W tych kilku milisekundach doszedł do wniosku, że zada jeden cios i da wykazać się innym członkom gangu. Uniósł rękę i w tym samym momencie poczuł, jak coś zimnego wbija mu się w okolice żeber. Jego ręka zaopatrzona w kastet opadła bez władnie na mokry krwią beton. Lewą ręką wyciągnął coś ostrego ze swojego brzucha, zerknął na poplamiony krwią nóż i wszystko się rozpłynęło niczym w grze komputerowej, gdy stracił wszystkie życia.


Rozdział III
Ucieczka

Powieki Pawła ważyły milion ton. Uniesienie ich w tym momencie było równoznaczne z zapisem tej sytuacji w księdze Guinessa. Stróżka śliny spływała chłopakowi po policzku, w który był raz po raz uderzany z taką siłą, że gdyby nie był tak zmęczony i obolały rozpłakał by się i poszedł do domu.
- Kopnął w kalendarz ? – usłyszał stłumiony głos jakiegoś chłopaka.
- Mam nadzieję że nie – odrzekł inny głos, dochodzący z bardzo bliska. Paweł ledwo poczuł oddech człowieka na swojej twarzy.
- Szkoda – mruknął inny, rozbawiony chłopak.
W tym samym momencie rozległ się odgłos uderzenia i jęk. Paweł zastanawiał się gdzie jest. Nie pamiętał nic więcej odkąd wyszedł z szatni i pognał z Łukaszem pod budynek gdzie zgromadził się cały gang. Paweł nie mógł sobie przypomnieć co było przyczyną spotkania, ale najwyraźniej nie zakończyło się ono zbyt miło, jeśli on leżał teraz na ziemi w ciepłej i lepkiej kałuży krwi.
Paweł usłyszał tupot ciężki tupot nóg, które zatrzymały się kilka centymetrów od jego bezwładnego ciała.
- Co z nim ? – spytał Wiewióra
- Chyba żyje… - mruknął Robos pochylający się nad Pawłem, który powoli odzyskiwał zmysły. Próbował dać jakoś znać swoim kolegom, że żyje. Nie mógł się poruszyć więc tylko skinął palcem, nie mając większych nadziei, że ktoś ruch ten zauważy.
- I co z nim teraz zrobimy ? – spytał Łukasz.
- Trzeba będzie go zanieść do szpitala, jak sytuacja się uspokoi – odpowiedział Robos.
- Właśnie, Wiewióra, jak tam sytuacja ? – spytał Kapral
- Dyro, zadzwonił po karetkę, wzięli tego trzecioklasistę i zauważyli twój kastet. – tutaj Wiewióra spojrzał się na Robosa – Nauczyciele wiedzą, że tylko ty masz taki złoty kastet więc chyba masz przerąbane.
- Olać kastet, są tam jeszcze czy można przejść ? – spytał Robos.
- Teraz siedzą tam gliny i sprawdzają ślady i te inne…
- Jasny gwint – warknął Robos – trzeba będzie iść dookoła.
- Mogę zadzwonić po mojego brata – zaproponował Mały - ma furę. Może podwiezie tego lamusa.
- Od kiedyś ty taki pomocny ? – spytał zdziwiony Wiśnia
- Dwie dychy – rzucił krótko Mały.
- Wiedziałem, ten palant nikomu nic nie da za friko – skrzywił się Robos i poda chłopaki dwudziestozłotowy banknot. Mały sięgnął ręką do kieszeni, z której wyjął telefon i wybrał numer.
- Adam ? Mamy kłopoty… Nie, no spokojnie… No, mogę Ci dać tylko dychę…Koleś się zaraz wykrwawi, rusz tyłek i przyjedź… No okej… Pospiesz się…Nara – skończył rozmowę. – Za dziesięć minut będzie, ale zmieszczą się tylko dwie osoby, nie licząc tego kaleki. – powiedział wskazując ręką na Pawła, który nieudolnie próbował okazać jakiś znak życia swoim kolegom. Przez jakiś czas Paweł słyszał jedynie szepty i odgłosy tupoczących nóg i nagle rozległ się warkot silnika. - No nareszcie – powiedział Robos, pochylając się nad Pawłem – no, może by ktoś pomógł ? – spytał z lekką irytacją w głosie. Lider gangu złapał go za nogi. Paweł usłyszał jak druga osoba podchodzi do niego i wkłada mu ręce pod pachy. Nieśli go. Po chwili Paweł poczuł pod sobą, ciepłe, miękkie siedzenie. Był w samochodzie. Nie miał siły, aby wykonywać jakiekolwiek ruchy, więc spoczął bezwładnie pomiędzy Łukaszem i Robosem, na tylnim siedzeniu w samochodzie. Mały wraz ze swoim bratem zajęli przednie miejsca.
- Jedź do szpitala – powiedział Mały.
- No trudno, żebym pojechał na pogotowie gazowe – odrzekł nieznajomy dotąd Pawłowi drwiący głos. – A tak właściwie, co wyście mu zrobili ? – spytał po chwili brat Małego, Adam.
- To nie my, to jakiś synek z trzeciej klasy, wepchnął mu nóż w brzuch, jak się bili.
- Naprawdę, wy to macie ciekawe zajęcia – zaśmiał się Adam.
- Na pewno, lepsze niż nauka na maturę – rzucił Robos.
- Bynajmniej nie skończę w więzieniu albo poprawczaku – mruknął Adam
- Dobra, jedź ! – powiedział Mały
Dojeżdżali, samochód zaczął zwalniać, aż wreszcie zatrzymali się przed ekskluzywnym białym budynkiem z napisem na szycie: „ Szpital Miejski w Katowicach ‘’
- O shit ! – krzyknął Adam – To nie jest czasem ten kolo co on się z nim bił ? – spytał, pokazując przez szybę, trzecioklasistę leżącego na noszach, którymi lekarze wjeżdżali do szpitala.
- Rzeczywiście to on ! No, jaki pech ! – krzyknął zdenerwowany Mały
- No nie mogę, cholera ! Jeszcze gliny do tego ! – zauważył Robos wskazując palcem na niebiesko biały pojazd zaparkowany obok karetki. – I co robimy ? – spytał po chwili.
- Wiem ! Adam, ty pójdziesz z nim i powiesz, że go znalazłeś na ulicy – zaproponował Mały.
- Jasne, ciekawe, że akurat ty byłeś na miejscu zdarzenia, a ja niby znalazłem twojego kumpla ? Przecież jak się dowiedzą, że jestem twoim bratem to się skumają...
- No myślcie – popędzał Robos – on się zaraz wykrwawi czy coś ! W dupę !
- Nie możemy pojechać do innego szpitala, nie możemy wejść do tego szpitala… - podsumował Mały – więc… można by go tutaj zostawić, przecież na pewno go zobaczą.
- Ciebie do reszty porąbało ? Mam was w dupie ! Idę do tego szpitala, sam czy z wami ! – krzyknął Robos zrywając się z miejsca, wychodząc z samochodu i wyciągając Pawła. Zawiesił go sobie na ramieniu i pomaszerował do szpitala. Mały zaskoczony wybuchem kolegi zdębiał, lecz gdy tylko się otrząsnął pobiegł za liderem gangu. Paweł odzyskał czucie w kończynach i w końcu mógł się odezwać.
- Wulojniej – mruknął niewyraźnie
- Co ? – spytał zaskoczony Robos, spoglądając na Pawła, wyraźnie zastanawiając się czy to on wydał z siebie ten dziwny dźwięk.
- Wuolnije – powtórzył
- Myślałem, że jesteś nieprzytomny – odrzekł z ulgą Robos trochę zwalniając kroku. Paweł otworzył oczy i w tym samym momencie dogonił ich Mały. Znajdowali się w obszernym korytarzu z wieloma drzwiami w bocznych białych ścianach. Po kilku minutach dotarli do recepcji gdzie siedziała niska, starsza kobieta, więc zdenerwowany Robos powiedział”
- Przepraszam, ale mój kumpel ma wbity nóż w brzuch, jeśli to nikogo nie obchodzi to spoko my sobie tutaj poczekamy, no bo po co se zawracać głowę umierającym człowiekiem… - prawie krzycząc, po czym usiadł na krześle, a obok niego Mały. Kobieta popatrzała na niego z pogardą i odpowiedziała szorstko:
- To nie te piętro chłopcze, idź na drugie, tam znajdziesz odpowiednich ludzi, którzy zdołają Ci pomóc.
- Nie mi idiotko ! Tylko mojemu koledze ! Dociera coś do Ciebie debilko ? – ryknął Robos.
- Co za bezczelność – nadąsała się kobieta, patrząc na lidera gangu tak jakby chciała wygłosić zaraz całą mowę o tym jaka młodzież jest w tych czasach arogancka, bezczelna i niewychowana. Robert zauważył to i odszedł, kierując się w kierunku windy. Po kilku sekundach rozległ się pisk obwieszczający jej przybycie. Trzej chłopcy wsiedli i pojechali na drugie piętro. Po wyjściu z windy, ponownie znajdowali się w obszernym korytarzu, takim jak ten na dole. Różnicą było to, że na ławkach pod ścianami siedziało o wiele więcej ludzi. Większość miała różne części ciała w gipsach, ale byli też tacy, którzy czekali na przyjęcie u lekarza, lub siedzieli obok tych chorych wspierając ich.
Mały zauważył lekarza idącego korytarzem i natychmiast do niego podbiegł krzycząc:
- Może ktoś by nam pomógł ?!
Zaskoczony lekarz, odwrócił się wyraźnie chcąc zwrócić Małemu uwagę, że takie zachowanie jest niedopuszczalne w szpitalu, ale chłopak wskazał palcem na Pawła zawieszonego na ramieniu Robosa.
- Paskudna sprawa – mruknął lekarz, zbliżając się do Pawła
– Pomożesz mi go zanieść tam, do sali ? – spytał Robosa
- Jasne – odrzekł chłopiec kierując się w kierunku białych drzwi z napisem: „ Doktor Sieliński „
Znaleźli się w małym gabinecie, o ścianach pomalowanych na zielono. Zapach jaki się czuło w gabinecie, dawał oczywisty znak, że te pomieszczenie należy do lekarza. Pod oknem stało biurko, na którym stał laptop, był tam też mały drewniany regał, niewielka kozetka i ogromnym kwiat w rogu.
- Połóż go tam – powiedział Sieliński wskazując na kozetkę. Mały usiadł na jednym z dwóch krzeseł znajdujących się przed biurkiem, a drugie zajął Robos po położeniu Pawła na kozetce. Lekarz wziął z komody, buteleczkę z tabletkami i włożył Pawłowi do ust.
- To powinno, powstrzymać krwawienie na kilkanaście minut – mruknął i ciągnął dalej:
- Co mu się stało ? – spytał Sieliński, sięgając do szuflady, wyjmując długopis i notes.
Robos i Mały wymienili szybkie spojrzenia milcząc.
- Dlaczego pan, eee… mu nic nie robi ? – spytał Sebastian, przerywając ciszę.
- A dlaczego odpowiadasz pytaniem na pytanie ?
Chłopak lekko się zaczerwienił i zmieszał, ale nie dał się skompromitować, odcinając się lekarzowi.
- Bo wydaję mi się, że to jasne nie ? Przecież ma wbity nóż w brzuchu. – powiedział z pogardą. Paweł po tych słowach przypomniał sobie po co jest tutaj w szpitalu. Przez te kilkanaście wcześniejszych minut całkowicie stracił orientację, ale teraz zdawało się że powoli odzyskuje przytomność. Chłopak w czasie, gdy podsumowywał sobie wszystkie zdarzenia, poczuł również dający znać o sobie ból, który przeszył mu całą prawą część tułowia.
- Kto mu to zrobił ? – ciągnął dalej lekarz skrobiąc coś w swoim notesie, nie mając zamiaru kłócić się z Małym.
Chłopiec popatrzył pytająco na Robosa, który tylko skinął głową i zaczął mówić:
- Paweł bił się z takim jednym kolesiem od nas z osiedla, z Korinów, no i tamten pchnął go nożem.
- Tak… - mruknął Sieliński - Podajcie mi swoje imię, nazwisko i numer telefonu do rodziców, jego też – powiedział wskazując na Pawła.
- Ekhm.. – chrząknął Mały – a po co ?
- Musimy wiedzieć kto nam powierzył w opiece pacjentów, w razie gdyby tą sprawą chciała zająć się policja – odpowiedział lekarz
- Na pewno trzeba ? – upewnił się Robos
- Jaka pewność, że to nie wy wbiliście mu nóż, a wystraszeni tym faktem przynieśliście go do szpitala ?
- No bo… ten… No.. przecież to nie my ! – oburzył się zmieszany Mały.
- Podacie wasze dane czy mam zawiadomić policję, również o tym, że nie chcieliście mi podać danych ?
Mamy kamery w wewnątrz szpitala – tutaj wskazał palcem w górny róg biura, gdzie wisiała kamera – i na zewnątrz, więc, gdy pokażemy taśmy policji, a ona bez problemu was znajdzie.
- No dobra – powiedział zrezygnowanym tonem Robos –
Robert Zielnicki i numer to: dwa, osiem, zero, cztery, siedem, dziewięć, dziewięć, - wyrecytował lider.
- Teraz ty – powiedział lekarz kończąc notować i skinął głową na Małego.
- Sebastian Obłuda, dwa, osiem, zero, pięć, siedem, cztery, trzy.
- W porządku, a on ?
- Paweł Łysicki, a numeru nie znam, chociaż i tak by się pan nie dodzwonił bo jego tata jest ciągle na bani, a matka nie żyje.
- Typowy uliczny chłopak – mruknął pod nosem lekarz, tak że chłopcy tego nie dosłyszeli. – Dobra możecie spadać, ja się nim zajmę. – powiedział Sieliński, a Robos z Małym posłusznie wypełnili polecenie wychodząc z gabinetu. Paweł został sam, obolały, z krzątającym się lekarzem w gabinecie.
- Mam – powiedział tryumfalnie Sieliński, podchodząc do Pawła z czterocentymetrową igłą, którą wbił mu w ramię. Chłopak ponownie zemdlał.


Rozdział IV
Szpital



Pawła obudził dotyk czyjejś delikatnej dłoni na twarzy. Wiedział, że jest w szpitalu i ,że przez jakiś czas będzie musiał tutaj pozostać. Jak na wieczór nic nie pamiętał, teraz, rano, przypomniało mu się wszystko, co działo się poprzedniego dnia. Nie mógł sobie wybaczyć, że popełnił tak głupi błąd w pojedynku z tym chłopakiem. Nie chciało mu się otwierać oczu, chętnie leżałby tak dalej, przez następne kilka dni rozmyślając nad swoim pechem i głupotą, która górowała w jego życiu przez te wszystkie 14 lat.
Czuł przez cały czas jak ktoś dotyka go po twarzy i szepcze do ucha:
- Hej, chłopcze. Musisz wstać, trzeba wziąć leki. – delikatny głos jeszcze bardziej zniechęcał go do otworzenia oczu i całkowitego rozbudzenia się. Chętnie zapadł by się w pościel i nigdy z niej nie wyszedł, lecz przełamał się i otworzył oczy.
Był w niewielkiej sali szpitalnej, niebieskie ściany pasowały do atmosfery, która powinna panować w szpitalu, a białe ściany tylko dopełniały nastrój, naprzeciwko łóżka, na którym spała jakaś dziewczyna mniej więcej w jego wieku.
Stała nad nim młoda, ładna pielęgniarka o przyjazny uosobieniu.
- Nareszcie – ucieszyła się – myślałam, że nigdy Cię nie obudzę, pewnie lepiej poszło by to pani ordynator – powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry… - mruknął Paweł, nie wiedząc czy mówić do pielęgniarki na ‘’ ty ‘’, była tak młoda. – muszę wstawać ? – zapytał z nadzieję w głosie
- Nie, weźmiesz tylko leki i możesz dalej iść spać.
- Szkoda – mruknął Paweł przecierając oczy rękami.
- Jestem Karolina – rzekła podając mu rękę. Chłopak uścisnął ją.
- Ja Paweł, proszę panią.
- Karolina – rzuciła krótko pielęgniarka ciągle się uśmiechając
- Słucham ? – spytał zdumiony Paweł
- Mów mi Karolina – odpowiedziała
- Ah, tak, dobrze.
- Jestem praktykantką, ale pozwolono mi podać Ci leki – powiedziała Karolina wyciągając z kieszeni strzykawkę, tabletki i rozkładając to na nocnej szafce stojącej obok łóżka. Pawła lekko przeraził fakt, że jakaś tam praktykanta będzie mu robiła zastrzyk. Wolałby, żeby był to ktoś bardziej zaawansowany, ale nie śmiał tego powiedzieć Karolinie, która chyba dostrzegła jego zaniepokojenie, bo powiedziała:
- Nie bój się, robiłam to już wiele razy, będzie tylko jedno ukłucie, nic nie poczujesz, a tabletek chyba się nie boisz ? – zachichotała
- Czego się tu bać ? – burknął urażony Paweł.
- Musisz się podnieść – powiedziała, podchodząc do łóżka. Paweł z trudem się podniósł, bo ból wprawdzie złagodniał, ale dalej dawał się we znaki.
- Proszę, najpierw tabletki – powiedziała, podając Pawłowi trzy różne tabletki. Przez chwile chłopak rozważał, czy aby nie poprosić jej o coś do popicia, ale w ten sposób wyszedł by na mięczaka, a i tak już się pogrążył, więc połknął trzy tabletki, z trudem się nie krztusząc.
- Teraz zastrzyk
Paweł odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że igła jest dwa razy mniejsza niż ta, którą wbił mu doktor. Karolina wbiła szybko, zwinnie igłę, a Paweł tak jak go uprzedziła poczuł tylko lekkie ukłucie.
- A tak w ogóle, to miałem jakąś operację czy coś ? – spytał chłopak
- Zabieg. – odparła
- Fajnie – ucieszył się Paweł.
Zawsze chciał mieć jakąś operację, żeby było się czym pochwalić kolegom, ale zabieg też mu wystarczył.
Tylko raz był w szpitalu, gdy umierała jego matka, ale wtedy czekał tylko na wiadomość od lekarzy.
- Straciłeś trochę krwi, ale lekarzom udał się zabieg i za jakieś trzy, cztery dni będziesz mógł wrócić do domu.
- A ojciec, wie, że jestem w szpitalu ?
- Ah… Przykra sprawa, z tymi twoimi rodzicami… - pochmurniała Karolina
- Nie przejmuj się – machnął ręką Paweł – więc jak ?
- Zadzwoniliśmy do twojej szkoły i poprosiliśmy o numer telefonu, dali nam bez problemu. Następnie zadzwoniliśmy do twojego domu, ale nikt nie odbierał, więc pani ordynator tam pojechała i nikogo nie zastała.
Na wieczór pojawiła się policja i chciała Cię przesłuchać, ale lekarz im na to nie pozwolił. Powiedzieli nam też, że jesteś osiedlowym chuliganem – tutaj przerwała i powiedziała po chwili – ale ty mi na takiego nie wyglądasz, no więc mówili, że Cię znają i znają również twojego dziadka, więc skontaktowaliśmy się z nim i wcale nie był zdziwiony, że nikogo u Ciebie nie było, ale zmartwił się, gdy powiedzieliśmy mu, że leżysz w szpitalu.
- Ojciec pewnie łaził ze swoimi kumplami i kradł złom – mruknął Paweł
Karolina wyraźnie mu współczuła, ale zignorowała uwagę i ciągnęła dalej:
- No to dziadek powiedział, że przyjdzie dzisiaj do Ciebie, a z twoim ojcem nadal nie mamy kontaktu.
- I raczej mieć nie będziecie – rzucił Paweł
- No, ale na mnie już czas – powiedziała praktykantka, wychodząc z sali – Cześć – rzuciła na pożegnanie.
- Cześć – mruknął Paweł kładąc się na łóżku i zasypiając.
Chłopak obudził się o szesnastej po południu. Ból w brzuchu ustał. Paweł nie był już tak zmęczony jak kilka godzin temu, więc bezproblemowo otworzył oczy i wtedy ją ujrzał. Dziewczyna, która przedtem spała, teraz siedziała na swoim łóżku bawiąc się telefonem. Czarne włosy opadały jej na ramiona. Była piękna. Paweł zaniemówił z wrażenia. Dziewczyna nie zauważyła, że jest współlokator się obudził, więc dalej bawiła się komórką, nie bacząc na to, że chłopak wpatruję się w nią jak w boginię. Paweł nie był tym z tych nie śmiałych, więc gdy tylko otrząsnął się z szoku jakiego doznał zagadał:
- Cześć.
- Oh, hej – odpowiedziała dziewczyna. – nie zauważyłam jak wstałeś. Jestem Aneta a ty ?
- Paweł, długo tutaj jesteś ?
- Od wczoraj, kiedy popchnął mnie kolega i złamałam sobie nogę – odparła Aneta, pokazując na swoją nogę w gipsie, odkładając telefon na półkę mając nadzieję, na dłuższą rozmowę. – A ty ? Skąd się tu wziąłeś ? Nie widziałam Cię wcześniej w żadnej innej sali.
- Sam nie wiem… - podrapał się po głowie Paweł – wczoraj w południe straciłem przytomność, potem pamiętam jak przez mgłę, że byłem w gabinecie u jakiegoś lekarza, a dzisiaj rano znalazłem się tutaj.
- Co Ci się stało ?
- Wiesz… - zaczął Paweł, czując wzrok dziewczyny na sobie – pobiłem się z takim jednym…
- Tylko ? Dziwię się, że Cię zatrzymali – zdumiała się Aneta
- No i jak już mu spuściłem łomot – pochwalił się Paweł przed najpiękniejszą dziewczyną jaką w życiu spotkał. – i chciałem mu odpuścić, to zaatakował mnie nożem.
- Oh – pisnęła dziewczyna – bolało ?
- Jak diabli, ale wytrzymałem…
- Musisz być silny – zachichotała Aneta, a Paweł poczuł, że się czerwieni, więc udał, że coś go zaciekawiło za oknem.
- Jesteś z Katowic ? – spytała po chwili
- Tak, z Korinów, takie zadupie na obrzeżach miasta… – odpowiedział chłopak
- Słyszałam, że tam jest niebezpiecznie – powiedziała – różne gangi i takie inne.
- Nie jest tak źle, a Ty też jesteś z Katowic ?
- Tak, mieszkam tutaj niedaleko szpitala.
Zapadło milczenie. Paweł chciał spytać czy ma chłopaka, ale w tym samym momencie do sali weszła Karolina z tacą w ręce, na której leżały leki.
- O, widzę, że już wstałeś, Paweł. – rozpromieniła się – bo nie chciało by mi się znów, Cię budzić przez pół godziny.
- Tak – mruknął Paweł
- Właśnie, Aneta – ciągnęła Karolina – jutro rano wychodzisz ze szpitala. Jeszcze przez jakiś czas będziesz nosiła gips, więc do szkoły tak prędko nie pójdziesz, twoja opiekunka odbierze Cię jutro rano.
- Ok. – powiedziała dziewczyna, pochmurniejąc, co Paweł uznał, za dziwną oznakę, bo on chętnie już dzisiaj by wyszedł ze szpitala.
- A ty, musisz znowu wziąć leki – Karolina zwróciła się do Pawła. – Ale tym razem już tylko tabletki. – uśmiechnęła się praktykantka.
- Bez różnicy – odparł Paweł chcąc wreszcie uświadomić Karolinie, że się nie bał. No może tylko trochę.
Po połknięciu tabletek, praktykantka wyszła, a Paweł ponownie zaczął rozmowę.
- Nie cieszysz się, że jutro wychodzisz ? – spytał
- Też byś się nie cieszył, gdybyś mieszkał tam gdzie ja.
Paweł nie chciał być natrętny, ale ciekawość zżerała go od środka.
- Dlaczego ?
- Podejdź do okna – odparła Aneta
- Po co ? – spytał zdziwiony Paweł
- Podejdź. – powtórzyła
Paweł wyskoczył z łóżka i podszedł do okna.
- I co teraz ?
- Co widzisz ?
Paweł czuł się trochę dziwnie, ale odpowiedział.
- No jakiś sklep, parking i dwa budynki. Czekaj, jeden z nich to chyba dom dziecka, no, a ten drugi to chyba zwykły, mieszkalny.
- Właśnie. – posmutniała jeszcze bardziej Aneta
I wtedy ta myśl wpadła do głowy tak niespodziewanie, tak nagle. Aneta mieszkała w domu dziecka.
- Oh – jęknął – przykro mi. – Nie wiedział co powiedzieć, więc wrócił na łóżko.
- Wiesz, może poprawi Ci humor to, że ja nie mam lepiej niż ty.
- Sugerujesz, że cieszę się z cudzego nieszczęścia ? – oburzyła się Aneta
- Nie, nie, przepraszam, chodziło mi po prostu o to, że... – powiedział szybko Paweł – a zresztą nieważne. – dodał po chwili.
- A co miałeś na myśli, że nie masz się lepiej ? – nie wytrzymała Aneta
- No, bo mój ojciec jest pijakiem, a matka nie żyje, więc prędzej czy później też tam trafię. Ale dobra już skończmy ten temat.
- Racja. – przytaknęła dziewczyna
- Może podasz mi twój numer telefonu ? – wypalił niespodziewanie Paweł.
- Nie ma problemu – rozpromieniła się Aneta sięgając po telefon. Paweł chciał zrobić to samo, lecz nagle uświadomił sobie, że jest w szpitalnej pidżamie, a nie wiedział gdzie jego ubrania. Zaczął się rozglądać po sali, lecz ubrań nie widział.
- Aneta, nie wiesz może, gdzie dają ubrania ? Bo swoich tutaj nie widzę, a miałem w kieszeni telefon – spytał Paweł.
- Naciśnij ten czerwony guzik a ktoś przyjdzie – odpowiedziała wskazując na czerwony guzik znajdujący się na szafce nocnej.
- Ah, dzięki – odparł Paweł i nacisnął guzik
Po kilkunastu sekundach przyszła pielęgniarka.
- Czego chcesz, chłopcze ? – spytała
- Gdzie są moje ubrania ? Miałem w spodniach telefon.
- Karolina Ci nie przyniosła ? – zdziwiła się
- Nie.
- Poczekaj chwilkę, zaraz Ci je przyniosę. – odpowiedziała i wyszła mrucząc:
- Zawsze takie same zamieszanie z tymi praktykami.
- Chyba nie łatwe życie mają te pielęgniarki. – zachichotała Aneta
- Chyba nie. – zgodził się Paweł.

Rozdział V
Więzienie



Paweł większość dnia spędził na rozmawianiu z Anetą. Za każdym razem, gdy pomyślał, że jutro rano, wraca ona do domu dziecka, robiło mu się smutno. Naprawdę ją polubił i ona chyba go też. Bardzo przyjemnie im się rozmawiało. Paweł przyrzekł sobie, że gdy tylko, będzie w okolicach szpitala, postara się ją odwiedzić. Zapomniał w końcu spytać się czy dziewczyna ma chłopaka i dopiero teraz mu się przypomniało.
Była dziewiętnasta. Aneta siedziała na swoim łóżku, czytając gazetę, a Paweł zamartwiał się, dlaczego dziadek nie odwiedził go tak jak planował.
Tylko ojciec Pawła matki był naprawdę miłym i porządnym człowiekiem z całej rodziny chłopaka. Najbardziej go lubił. Gdy był mały często go brał do siebie, aby się nim zaopiekować, ponieważ jego rodzice byli pijani, albo wychodzili z domu zostawiając go samego. Dziadek potrafił go pocieszyć i często go wspierał. Paweł czuł się trochę głupio, bo jeśli dziadek dowie się, że chłopiec zakolegował się z gangiem Robosa, na pewno się na nim zawiedzie.
Chłopak poczuł, że teraz jest ostatnia szansa, aby zapytać się Anety czy ma chłopaka, bo niekomfortowo by było, gdyby przyszedł do niej z odwiedzinami i zastał ją całująca się z chłopakiem.
- Eeee – zaczął niepewnie – Aneta.
- Tak ? – uniosła brwi dziewczyna
- Jak tam twoje życie emocjonalne ? – zachichotał
- Chodzi Ci o to czy mam chłopaka ? – odpowiedziała śmiało Aneta uśmiechając się.
- No mniej więcej – odwzajemnił uśmiech Paweł, zaskoczony bezpośredniością dziewczyny.
- Nie, nie mam, a ty ? – spytała
- No chłopaka to raczej nie mam – roześmiał się Paweł – ale dziewczyny też nie – dodał.
- Szkoda, że już jutro wychodzę, miło się z tobą rozmawia, w domu dziecka, nie mam wielu znajomych – powiedziała Aneta
- Nie masz znajomych ? – zdumiał się Paweł – Jesteś taka ładna, musisz mieć kilku kolegów – powiedział Paweł, zaskoczony, że tak łatwo te słowa wydobyły się z jego ust.
- Dzięki – rozpromieniła się Aneta, lekko się czerwieniąc. – W ogóle, tam jest większość chłopaków, dziewczyn nie ma prawie wcale. Mam taką jedną przyjaciółkę, ale ona chyba zostanie zaadoptowana. A wszystkie inne zaczepiają mnie i śmieją się. – posmutniała Aneta
- Zazdroszczą Ci urody – pocieszył ją Paweł.
Na twarz dziewczyny wypłynął uśmiech.
- Ty też nie jesteś taki zły. – puściła do niego oko.
Paweł zachichotał i w tym samym momencie do sali wszedł Sieliński. Paweł zdenerwował się, bo zawsze ktoś mu i Anecie przerywał rozmowę w najlepszym momencie, więc gdy lekarz spytał się go jak samopoczucie burknął tylko:
- Dobre
- No, ale nie jestem tutaj, aby dowiedzieć się jak twoje samopoczucie – zagrzmiał wesoło – policja chcę z tobą porozmawiać, Paweł.
- O fuck ! – krzyknął chłopak.
- Czyżbyś miał coś na sumieniu ? – spytał Sieliński marszcząc brwi.
- Nie, nie – odpowiedział pospiesznie Paweł spoglądając na Anetę, która zaczęła czytać gazetę.
- Są na korytarzu. Mogę ich zawołać ? – spytał lekarz
- Taa… - mruknął chłopak.
Zaraz jak Sieliński wyszedł, do sali wmaszerowało dwóch policjantów, przysłaniając mu widok na Anetę. Chcieli zaprezentować się jak najgroźniej, ale im nie wyszło, bo jeden z nich wchodząc do pomieszczenia prawie się wywalił. Paweł nie miał zamiaru kłamać, bo prędzej czy później i tak wszystko wyszło by na jaw.
- Cześć szczylu – huknął jeden z nich tak niespodziewanie, że Aneta upuściła gazetę.
- Dzień dobry, panie władzo. – powiedział Paweł, starając się zrobić wrażenie pewności siebie.
- Słyszałem, że wczoraj chciałeś spuścić łomot dwa lata starszemu synkowi od Ciebie ? Ale chyba coś Ci nie wyszło – roześmiał się ponownie ten sam policjant, a jego milczący towarzysz rozglądał się po pokoju tak, jakby miał nadzieję, że zaraz zobaczy jakiś niezbity dowód na winę Pawła.
- Przypominam sobie – odpowiedział Paweł
- To dobrze, bo jestem policjantem…
- Zauważyłem – przerwał Paweł tłumiąc śmiech. Policjant zignorował to.
- ... a dokładniej masz przyjemność rozmawiać z podkomisarzem Grodeckim. Nie wiem czy wiesz, ale twój wczorajszy przeciwnik, leży kilka sal od Ciebie, ze złamanym nosem, i ręką.
- Sam się prosił – odparł Paweł
- A nam powiedział co innego i słyszałem że on to nie jedyna twoja ofiara. Wczoraj pobiłeś też ośmiolatka.
- Czy bicie mniejszych sprawia Ci przyjemność ? – dorzucił drugi policjant, nie przestając rozglądać się po pomieszczeniu. Paweł nie wiedział co odpowiedzieć. O wiele bardziej wolałby, aby Aneta teraz nie przysłuchiwała się uważnie tej rozmowie.
- Tak więc, wyobraź sobie, że bezproblemowo możesz trafić teraz do poprawczaka. Jeden telefon, a jutro będziesz gnił w domu poprawczym. Chcesz tego ?
- Nie – mruknął Paweł
- No to proszę odpowiadaj na wszystkie moje pytania – powiedział Grodecki – WYRAŹNIE I PRAWDZIWIE ! – krzyknął po chwili.
- Tak więc, co robiłeś wczoraj między czternastą a piętna…
Policjantowi przerwał donośny huk, towarzyszący otwieraniu drzwi, w których stanął teraz dziadek Pawła.
Niski, umięśniony, sześćdziesięcio letni staruszek wpadł z impetem do sali. Jak na swój wiek trzymał się bardzo dobrze i widać było, że jest wysportowany i twardy.
Zignorował policjantów podchodząc do łóżka Pawła powiedział:
- Pawełku, twój ojciec został aresztowany.
- Co ?! – krzyknął zdumiony Paweł zrywając się gwałtownie z łóżka. W sali panowała atmosfera napięcia, milczący policjant zaczął notować coś w notesie mrucząc:
- Rodzina przestępców… Syn równie niebezpieczny jak ojciec, który został aresztowany…
- Dziadku... za co tata poszedł siedzieć ?– spytał nie wiedząc czy się cieszyć czy smucić.
- To ja nie będę przeszkadzać – powiedziała Aneta wychodząc z sali.
- Mam nadzieję, że nie weźmiesz z niego przykładu – zaczął niespokojnie dziadek – to może być dla Ciebie wstrząsem, ale musisz się dowiedzieć, bo wko…
- Dziadku mów ! – przerwał zdenerwowany Paweł czując, że policjanci przysłuchują się, każdemu słowu.
- Zabił mężczyznę – wyrzucił z siebie dziadek, po czym złapał się za głowę i usiadł na brzegu łóżka Anety, które teraz było puste.
- Wiedziałem… to było pewne, że on coś takiego zrobi, na milion procent ! – rozdarł się Paweł.
- … który został zaaresztowany za zabójstwo mężczyzny. Chłopiec, może stwarzać takie samo zagrożenie dla społeczeństwa, co udowodnił poprzez dwukrotne pobicie dwóch innych chłopaków… w jego szkole… w tym samym dniu… - notował policjant. Paweł nie wytrzymał, podszedł do niego i uderzył pięścią w rękę policjanta, z której wypadł notes.
- Co pan tu wypisuje, co ? – krzyknął.
- Prawdę, chłopcze, prawdę, - odparł nieprzyjęty policjant podnosząc z ziemi notes.
- Gówno prawdę ! – ryknął Paweł, do którego podbiegł dziadek, starając się go uspokoić, a policjant dopisał.
- Atakuje policjanta na służbie… Nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami…
- Dość tej szopki – huknął Grodecki – Dziadziu, ty pójdziesz z nim – tutaj wskazał ręką na towarzysza, którego zaatakował Paweł – i złożysz mu zeznania na temat tego zabójstwa, a ja zostanę z tym szczylem i sobie pogadamy – uśmiechnął się ironicznie.
W tym momencie do wpadł Sieliński krzycząc z irytacją:
- Czy aby trochę nie za głośno ? Co tutaj się dzieje ?!
- Już spokój – wyszczerzył się Grodecki - Niech pan pójdzie z moim kolegą i dziadkiem tego chłopca.
Lekarz bez słowa ruszył za staruszkiem i policjantem a Paweł został sam na sam z Grodeckim.


Rozdział VI
Kamień


- Teraz możemy dokończyć przesłuchanie – uśmiechnął się szyderczo Grodecki.
- Wydaję się, że tak – rzucił Paweł, nadal lekko podenerwowany. Nie chciał sprawiać więcej kłopotów, ponieważ chciał jak najszybciej się dowiedzieć co z nim, co z jego ojcem, co z dziadkiem. Szybko chciał skończyć przesłuchanie.
- Więc… - zaczął Grodecki wyjmując notes, podkładkę i długopis – co robiłeś wczoraj między trzynastą, a piętnastą ?
- Biłem się z tym ziomkiem z trzeciej klasy – posłusznie odpowiedział.
- Kto zaczął bójkę, ty czy on ?
- Bójkę zacząłem ja, ale…
- Co było powodem starcia ? – przerwał Pawłowi policjant, uśmiechając się coraz szerzej.
- Wyzywał moje kolegę, ale…
- Po co mieszałeś się w ich sprawy ? – Ponownie Grodecki przerwał chłopakowi. Paweł nie chciał dać wyprowadzić się z równowagi, bo wiedział, że policjant specjalnie go prowokuje, ale powoli robiło mu się gorąco.
Tym razem chłopiec nie odpowiedział na pytanie, lecz próbował się bronić.
- Dlaczego naskakujecie tylko na mnie ? Przecież ten koleś wbił mi nóż w brzuch. – powiedział gniewnie, ale spokojnie.
- Bronił się. To oczywiste, że jeśli miał przy sobie nóż, użył go, aby nie pozwolić na odebranie sobie życia.
- Nie miałem zamiaru go zabić – odparł Paweł – zresztą po co koleś nosi nóż do szkoły ?
- Po co nosisz kastet do szkoły ? – spytał Grodecki uśmiechając się coraz szerzej.
- Kastet nie był mój – fuknął Paweł
- Tak ? W takim razie czyj ?
Paweł wiedział, że źle by postąpił, gdyby wkopał swoich kolegów. Nie odpowiedział.
- Może Robosa, albo Małego ? – przyciskał Grodecki.
- Nie – mruknął.
- Co się stało po bójce ?
- Nie wiem, zemdlałem i nikt nadal nie zadał sobie kłopotu żeby mi powiedzieć, kto mnie tutaj przywiózł.
- zafascynowany Anetą Paweł dopiero teraz sobie przypomniał, że interesowało go to zanim poznał dziewczynę.
- Właśnie Robos i Mały pofatygowali się aby Cię tutaj przywieźć. – odpowiedział Grodecki.
- Aha – odrzekł zdumiony Paweł.
- Mniejsza z tym. Dlaczego nie powiedziałeś nikomu, że bije Cię ojciec ? – wypalił policjant. Chłopiec poczuł, że się czerwieni.
- Może ty też miałeś, swój udział w jego szemranych kradzieżach, a gdyby ktoś zaczął węszyć wokół waszego domu, też byś wpadł ? – zapytał Grodecki uśmiechając się szyderczo.
- Pan jest chyba popie… inny. Jakoś policja nie dowiedziała się, że go nienawidzę, a może nie chciała wiedzieć ? – Paweł prawie stracił nad sobą panowanie, lecz w porę się opamiętał.Na twarz Grodeckiego wypłynął dziesięciocentymetrowy uśmiech.
- Okej, to chyba na tyle – powiedział – przeanalizujemy twoje zeznania i jutro ktoś przyjdzie Ci powiedzieć co dalej. – skończył policjant
- Do widzenia – mruknął Paweł i zapadł się pod kołdrę, aby pogrążyć się w myślach. Dopiero teraz uświadomił sobie, że wpadł w te bagno zaciągając się do gangu. Gdyby go nie przyjęli, albo gdyby on się o to nie starał, pewnie siedziałby teraz gdzieś na podwórku, kopiąc piłkę z kumplami z kamienicy, a nie w szpitalu pod groźbą umieszczenia go w poprawczaku. Po kilkunastu minutach rozmyślania i pustego oglądania sufitu, do pokoju weszła Aneta.
- Nie wiedziałam… że jesteś taki… - spojrzała na niego ze wstrętem
- O co Ci chodzi ? – spytał Paweł, zaskoczony zrywając się z pod kołdry.
- Pobiłeś ośmiolatka – ciągnęła
- To był… przypadek… - skłamał Paweł
- Uważaj bo ktoś Ci uwierzy – zaśmiała się krzywo Aneta kładąc się na łóżko.
Paweł postanowił nie drążyć dalej tego tematu, bo i tak nie miał nic na swoją obronę. Zgasił nocną lampkę i przyłożył się do spania.
Słońce wyjrzało zza chmur, wpadając do sali szpitalnej tym samym budząc Pawła. Bez wahania zerwał się z łóżka chcąc przeprosić Anetę i wytłumaczyć jej wszystko, ale gdy już chciał otworzyć usta spojrzał na łóżko gdzie było pusto. Na szafce również nie było żadnych rzeczy.

Kontakt

Jeśli czegos nie wiecie, macie jakiś problem, coś was gryzie... napiszcie na pewno wam pomogę:)

Proszę przysyłać także uwagi spróbuję wszystko poprawić:)

Wszelkie newsy o których jeszcze nikt nie wie też możecie przysyłać:)

e-mail: jassaww@gmail.com

Dziękuję!